Jak przyjemnie i bezstresowo przygotować się do maratonu [PORADNIK]

fot. Małgorzata Kujawka
Reklama
fot. Małgorzata Kujawka
fot. Małgorzata Kujawka

Poradnik powstał na bazie moich przygotowań do DoZ Łódź Maratonu 2016. Mam nadzieję, że będzie inspiracją dla tysięcy młodych biegaczy. Miłej lektury.

 

Listopad

Przygotowania czas zacząć. Po grillowo-piwnym lecie na wadze o 10 kg za dużo, ale damy radę. Grunt to dobry plan. Wiosną 3:30 było o włos, w przyszłym roku złamię na bank.

Na początek spokojnie: wystarczy po 30-40 km tygodniowo, do tego siłownia i rower stacjonarny. A w niedzielę sauna.

Grudzień

Chyba za mocno zacząłem. Ból kolana, przeziębienie, Na dworze zimno, zrobimy przerwę. To przygotujemy się teoretycznie. Skarżyński, Daniels, „Maraton zaawansowany”: do dupy te plany. Święta. Kolejne plus 5 na wadze. Czas się ruszyć.

Początek stycznia

Znalazłem w necie plan 12-tygodniowy. Czyli mam jeszcze dwa tygodnie wolnego.

Połowa stycznia

Koniec laby. Zaczynam spokojnie, po 40-50 km tygodniowo. Na siłownię i rower nie ma czasu. Sauna w niedzielę też odpada – nie wolno wchodzić do sauny po pijaku ani na kacu.

Luty

Na 40 km tygodniowo nie ma czasu. Robię po 30, ale za to wprowadzam interwały. Po interwałach boli kolano. Waga stoi w miejscu. Od marca dieta i zero piwa. Nawet w weekendy. Obiecuję!

Marzec

Na 30 km tygodniowo nie ma czasu, ale 25 też starczy. Przed pierwszym maratonem też biegałem po 25 km/tygodniowo i jakoś skończyłem. Przydałoby się jakieś dłuższe wybieganie. Ch…, jest półmaraton dwa tygodnie przed maratonem, to będę miał długie wybieganie. Waga stoi, choć piwa nie piłem. To wino też tuczy?

Kwiecień

No i jest półmaraton. Coś kiepsko się czuję, nie biegnę na maksa, nie ma co się forsować przed maratonem. A co do maratonu – też nie ma co się napinać. Na 3:45 pobiegnę i też będzie dobrze.

Maraton

Po cholerę otwierałem wczoraj drugą butelkę wina? Kac, do tego słońce zaczyna grzać jak cholera. Może pobiec na 4:00? Nie, pobiegnę 3:45.

Start!

Pierwszy kilometr: fajnie.

Drugi: ok.

Trzeci – postój na siku, za dużo było izotonika na kaca. Gonię grupę.

Dziesiąty – ok.

Piętnasty – ok.

Półmetek – o k…., jest bardzo daleko od ok…

25. km – pieprzę, nie biegnę, idę
25,5. km – nie wygłupiaj się, biegnij
26. – pobiegę. Choć kilometr
28. – widzę z daleka Gwiazdę i KatPat. Podrywam się do biegu, uśmiecham, przybijam piątki. Zakręt, już mnie nie widzą, można iść
32. km – ktoś się do mnie drze. Nie poznaję, kto, zresztą, w dupie to mam. Idę
35. km – mija mnie dwóch młodych szczawi, śmieją się z mojej koszulki „Pacemaker 2:10”. Po chwili przechodzą do marszu, jeden siada. Dobrze gnojkom – podrywam się i ze sztucznym uśmiechem na twarzy mijam ich truchtem.
38. km łapią mnie skurcze dwugłowych. W obu nogach. Rozciągam, łapią mnie skurcze czworogłowych. Dwaj menele z ciekawością patrzą, jak próbuję iść na sztywnych nogach. Mija mnie zając na 4:00. Ch… by to strzelił, trzeba było biec na 4:00. Znów próbuję truchtać.
42. km – wreszcie meta. Na ch… mi to było?! Jeszcze tylko doczłapać do samochodu. Żona przywiozła piwo, a w domu czeka pizza.

Tydzień po maratonie:

No dobra, koniec z piwem. Przecież na wrzesień zapisałem się na triathlon. Czas wziąć się za robotę. I np. nauczyć się pływać. Choć może lepiej zacząć od teorii – poczytam sobie „Biblię triathlonu”.

Ma ktoś jakiś 6-tygodniowy plan na 1/2 Ironmana? Taki dla początkujących.

Reklama

Co myślisz?

Napisane przez Maciej

Reklama
Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Reklama

Biegniemy półmaraton czyli pierwszy dzień lata w Pabianicach

X Bieg Wdzięczności za Pontyfikat Papieża Jana Pawła II

Kansas 2016 – zdjęcia