Chłopaki z żelaza

Reklama

“Po czym poznać triatlonistę na imprezie? Po niczym, sam Ci zaraz o tym powie”

Stryków, teren zespołu szkół, nieopodal biura zawodów. Godzina do startu, towarzystwo w trisuitach, niektórzy już w piankach lansują się i prężą. Podsłuchuje rozmowy. Ten miał taki czas na połówkę, tamten nie ma formy, ten był w Suszu, tamten w Gdyni, jeszcze inny dał czadu na pełnym w Borównie. Ale mój ulubiony cytat to: „To twój debiut? Na 1/4 tak, do tej pory robiłem same połówki”. Niby jest kilka dziewczyn, ale ja i tak widzę samych wyżyłowanych facetów ścigających się już w rozmowie. Nie chce myśleć co będzie zaraz w wodzie. Taka tam luzacka weekendowa atmosfera.
[ad id=’225′]
Tymczasem runningsucks
img_20160917_100604Nasza drużynę reprezentowało czterech zawodników: trzech sztafetowych – ja – pływanie („Czy dopnę się w piankę po porodzie?”), mój tata – rower („Patrzyłem na listę startowa, jest jeden gość starszy ode mnie”) i Faddah – bieg („Jezu, znów trzeba biegać!”) i jeden – ambitny – robiący całość: Marcin S. – tzw. D-Fence.
Niby robimy sztafetę ale ja i tak się czuje jakbym robiła IM. Chłopaki mnie zabiją, ale muszę opisać jak wyglądali.
Marcin w obcisłych spodenkach do pływania i bawełnianym t-shircie z Uniejowa. Przez prawie dwa lata biegałam w zawodach gdzie były różne koszulki. Ta była naprawdę najohydniejsza. Na szczęście D-Fence ją zdjął, bo (jak sam powiedział), nie po to całe wakacje hodował brzuch, żeby go teraz zasłaniać.
Tata – w bojowym stroju kolarskim i adidasach. Przy gąszczu espedeków wyglądał jakby wybierał się na przejażdżkę po okolicznym lesie.
Faddah w tradycyjnym stroju biegowym (postura szczypiora przy pozostałej dwójce), za to z dumnym numerem na ramieniu i łydce: „Oby jak najdłużej się nie zmył!”. Nie ma wprawdzie tylko kompresyjnego daszka (Mist nawalił, miał przysłać z Bydgoszczu), ale ogólnie gołym okiem widać: triatlon w naszym wydaniu to nie sport lecz radosna rekreacja.
Tyle o profesce naszego zespołu. Anka od D-Fence nas ustawia do zdjęcia: „Ramoto, ustaw się” (to chyba do Marcina) i „Panie Krzysiu, bardziej w prawo” i komentuje. Gdy pytam, czy będzie relacja w Gazecie to nie czekając na odpowiedź męża odpowiada: „No co Ty, musieliby napisać, że wice-naczelny utonął!”. Tak nam czas mija. Strategii nie ustalamy, ale jedno jest pewne: chcemy ukończyć.

Ruszamy!
To znaczy ja i Marcin w stronę wody, a reszta kibicuje. Ja wskakuje się rozgrzać (choć po zapięciu pianki i tak umieram z gorąca), Marcin uznaje, że woda jest za zimna i łazi po brzegu. Ogólnie to wody – w przeciwieństwie do Fabrykanta tutaj nie brakuje. W końcu wskakujemy, a ja nie mogę go słuchać, jak to wolno pływa i „i tak będzie ostatni”. Ruszamy niemal na końcu, żeby nas nie zabili.
Do boi płynie się trudno, kocioł ludzi taki, że spokojnego zalewu robi się morze z falami, przynajmniej takie jest moje odczucie.
Czepek numer 37 jest blisko mnie. Wiedziałam, że kokietuje i wcale nie będzie ostatni. Za boją jest już lepiej, mam trochę miejsca dla siebie i nawet przyspieszam. Ani się obejrzałam, a byłam na brzegu. Kilka sekund przede mną był Marcin – poznałam go po żółtym czepku:) Biegnę do taty, daje czipa i… po około 24 minutach triatlon mam już za sobą, ja to jednak umiem się ustawić!

A potem:
imag0131Trochę tacie kibicujemy z Faddahem, ale muszę już jechać po Basię by zwolnić babcię. Przyjeżdżam z Baśką, Faddah właśnie dobiegł, dostał medal więc po chwili córka już może go z zaciętością pogryzać. My idziemy coś zjeść i czekamy na dekorację.
Tak! Jest pudło! Zajęliśmy całkiem dobre trzecie miejsce!!! Nagroda od miasta Stryków, gadżety lokalne, np. koszulka, która wygrywa z Uniejowem (sic!). D-Fence – nie wiem, które miejsce (ale na pewno nie ostanie!), ale jestem z niego mega dumna, choć… następnym razem (a będzie nie jeden!) nie dam się już przegonić!

Reklama

Napisane przez Maciej

Reklama
Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Reklama
triathlon brzuze

Jakie wyniki takie cycki (czyli debiut Marysi w triathlonie)